Ustawodawca dostrzegł, że transmitowanie destrukcyjnych treści w internecie może być mechanizmem komercjalizacji krzywdy, a nie tylko kolejną odmianą internetowej kontrowersji.

Patostreaming to prowadzona na żywo w internecie transmisja zawierająca zachowania dewiacyjne, przemoc lub inne treści o charakterze patologicznym. W praktyce przybiera on formę wielogodzinnych relacji realizowanych na popularnych platformach wideo (takich jak YouTube, Twitch czy TikTok), w trakcie których twórcy – często będący pod wpływem alkoholu lub środków odurzających – dopuszczają się aktów agresji słownej i fizycznej, dewastacji mienia, znęcania się nad zwierzętami, a także zmuszania uczestników nagrania do wykonywania czynności uwłaczających godności ludzkiej.

Wokół transmisji powstaje zwykle cały mechanizm: nagrania są zapisywane, wycinane, ponownie publikowane, komentowane oraz rozpowszechniane w mediach społecznościowych. Ich wspólnym mianownikiem jest eksponowanie zachowań, które w normalnych warunkach spotykają się z potępieniem społecznym, lecz w internecie bywają przedstawiane jako rozrywka, element wizerunku albo sposób na przyciągnięcie odbiorców.

Patostreaming nie jest wyłącznie problemem obyczajowym. Dotyczy ochrony godności człowieka, życia prywatnego, zdrowia, wolności od przemocy, dobrostanu zwierząt oraz bezpieczeństwa małoletnich. Co szczególnie niebezpieczne, kontakt z patotreściami może wpływać na postawy odbiorców (najczęściej dzieci lub młodych dorosłych): normalizować agresję, osłabiać wrażliwość na krzywdę i tworzyć przekonanie, że zachowania dewiacyjne są społecznie akceptowane, jeśli przyciągają widownię.

Rosnący problem i „szara strefa” internetowej przemocy

Skala patostreamingu rośnie wraz z dostępnością narzędzi umożliwiających natychmiastowe nadawanie i monetyzację treści. Transmisję można uruchomić z telefonu, a platformy zapewniają systemy płatności, subskrypcji, wirtualnych prezentów lub reklam. Sama technologia jest neutralna, lecz może zostać wykorzystana do budowania dochodu na treściach naruszających dobra osób trzecich.

Właśnie w tym obszarze można mówić o szarej strefie patostreamingu. Nie chodzi wyłącznie o przypadki, w których transmisja bezpośrednio dokumentuje popełnienie przestępstwa. Znaczna część aktywności balansuje na granicy odpowiedzialności prawnej: twórca pozoruje przemoc, poniża uczestnika deklarującego zgodę, pokazuje sytuację niejednoznaczną albo rozpowszechnia cudze nagranie, twierdząc, że realizuje funkcję informacyjną. Z punktu widzenia widza materiał może jednak wyglądać jak autentyczny akt przemocy. Nadawcy korzystają też z rozproszenia odpowiedzialności: nagranie może pochodzić z jednego konta, promocja z drugiego, a wpłaty od odbiorców trafiają za pośrednictwem zewnętrznych mechanizmów płatności.

Dotychczas organy ścigania mogły reagować przede wszystkim na czyn pierwotny – np. pobicie, bezprawne pozbawienie wolności, znęcanie się, naruszenie nietykalności cielesnej czy znęcanie się nad zwierzętami. Taka reakcja nie zawsze obejmowała jednak sam biznesowy mechanizm publicznego rozpowszechniania patologii.

Odpowiedzią na tę prawną lukę stała się ustawa z 11 czerwca 2026 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny (ogłoszona w Dzienniku Ustaw z 23 lipca 2026 r., poz. 988).

Jak wynika z uzasadnienia projektu tzw. ustawy o patostreamingu, praktyczne trudności wiązały się m.in. z prawidłową kwalifikacją prawną niewłaściwych zachowań. Nowa regulacja ma wypełnić tę lukę: sankcjonować nie tylko sprawcę przemocy, ale również świadome, komercyjne rozpowszechnianie określonych treści.

Wskazywano też, że patostreamerzy relacjonują atakowanie osób lub zwierząt, zmuszają uczestników do czynności uwłaczających godności, a niekiedy utrzymują się z wpłat przekazywanych przez oglądających. Projektodawca zwracał również uwagę, że patologiczne treści mogą wywoływać negatywne emocje albo promować niebezpieczne zachowania.

W uzasadnieniu wskazano także na konstytucyjną zasadę proporcjonalności. Wolność wypowiedzi i swoboda rozpowszechniania informacji nie mają charakteru absolutnego. Ograniczenia mogą być ustanawiane ustawą, jeśli są konieczne m.in. dla ochrony porządku publicznego, zdrowia i moralności publicznej oraz wolności i praw innych osób. Projektodawca uznał, że komercyjne rozpowszechnianie przemocy i poniżenia spełnia przesłanki uzasadniające taką ingerencję.

Potrzeba interwencji ustawodawczej wynika także ze szczególnej dostępności internetu. Nagranie może w krótkim czasie dotrzeć do tysięcy osób, w tym dzieci i młodzieży, a jego usunięcie nie oznacza, że całkowicie znika ono z sieci. Kopie, fragmenty i przeróbki mogą nadal krążyć pomiędzy platformami. Ryzyko nie ogranicza się więc do bezpośredniej krzywdy osoby widocznej w transmisji. Chodzi także o społeczne oddziaływanie materiału oraz ekonomiczną zachętę do ponawiania i zaostrzania podobnych zachowań.

Nowe przepisy w kodeksie karnym

Nowelizacja k.k. wejdzie w życie 23 sierpnia 2026 r., tj. po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia.

Nie posługuje się ona nazwą „patostreaming” w treści przepisu ani nie wprowadza definicji legalnej tego zjawiska. Buduje natomiast opis czynu, który ma obejmować jego najgroźniejsze, a zarazem komercyjne przejawy.

Zgodnie z treścią nowego art. 255b § 1 k.k.: Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, za pośrednictwem sieci teleinformatycznej publicznie rozpowszechnia treści przedstawiające: 1) popełnienie czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności, jeżeli przedmiotem zamachu jest dobro osobiste, 2) przemoc wobec zwierzęcia z naruszeniem przepisów ustawy, 3) poniżające traktowanie innej osoby, nawet za jej zgodą, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Szczególne znaczenie praktyczne może mieć ta ostatnia kategoria – deklarowana zgoda uczestnika transmisji nie będzie automatycznie wyłączała odpowiedzialności osoby, która czerpie korzyść z publicznego rozpowszechniania jego upokorzenia.

Taka sama sankcja (kara do 3 lat pozbawienia wolności) dotyczy – na podstawie § 2 – rozpowszechniania treści mogących wywołać przekonanie, że przedstawiają one zachowania objęte § 1. Przepis obejmuje zatem również materiały inscenizowane lub pozorowane, jeżeli ich forma może przekonać odbiorców, że oglądają autentyczną przemoc wobec ludzi czy zwierząt, naruszenie dobra osobistego, albo poniżanie człowieka.

Ustawodawca przewidział surowszą odpowiedzialność, gdy materiał przedstawia małoletniego. Zgodnie z art. 255b § 3 k.k. sprawca podlega wówczas karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jest to wyraźny sygnał, że ochrona dzieci i młodzieży stanowi jeden z głównych celów regulacji.

Jednocześnie art. 255b § 4 k.k. wprowadza ważny bezpiecznik dla wolności wypowiedzi i działalności społecznie potrzebnej. Nie stanowi przestępstwa czyn podjęty w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, informacyjnej, prasowej lub naukowej, a także w celu ochrony interesu publicznego. Nie jest to jednak ogólna licencja na publikowanie drastycznych treści – w konkretnej sprawie trzeba będzie wykazać rzeczywisty związek publikacji z jedną z ustawowo wskazanych funkcji.

Czy nowe przepisy mają szansę zadziałać?

Chociaż nowelizacja kodeksu karnego stanowi milowy krok w walce z cyfrową patologią, dojrzała analiza prawna wymaga postawienia pytania: czy przepisy te mają realną szansę zadziałać w praktyce?

Nowelizacja może realnie wpłynąć na ograniczenie najbardziej jaskrawych, odpłatnych form patostreamingu. Jej zaletą jest precyzyjne wskazanie kluczowych elementów zjawiska: publicznego rozpowszechniania w internecie, nastawienia na osiągnięcie korzyści, przemocy wobec zwierząt, naruszania dóbr osobistych oraz poniżającego traktowania człowieka. Szczególnie wartościowe jest objęcie ochroną osoby, która formalnie zgodziła się na upokarzającą sytuację. W środowisku zależności ekonomicznej, presji grupowej, uzależnienia czy manipulacji taka zgoda może bowiem nie odzwierciedlać w pełni swobodnej decyzji.

Skuteczność przepisów będzie jednak zależeć od praktyki ich stosowania. Po pierwsze, prokuratura i sądy będą musiały ustalać, czy sprawca działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. W przypadku klasycznych „donejtów”, płatnych subskrypcji czy przychodów z reklam dowodzenie może być stosunkowo proste. Więcej trudności pojawi się wtedy, gdy korzyść ma postać wzrostu popularności, zwiększenia zasięgów, pozyskania przyszłych współprac reklamowych albo budowania rozpoznawalnej marki. Pojęcie korzyści osobistej jest szerokie, ale jego zastosowanie powinno być ostrożne i oparte na konkretnych dowodach, a nie na samym domniemaniu, że każdy autor publikacji liczy na popularność.

Po drugie, interpretacji będzie wymagało pojęcie „treści mogących wywołać przekonanie”, że przedstawiają zachowania rzeczywiste. Celem regulacji jest przeciwdziałanie pozorowanym materiałom, które dla widza są nieodróżnialne od rzeczywistej przemocy. Granica między taką inscenizacją a rozpoznawalną fikcją artystyczną, satyrą czy rekonstrukcją może jednak rodzić spory. Dlatego znaczenie będą miały kontekst publikacji, sposób jej oznaczenia, opis, zachowanie autora, grupa docelowa oraz to, czy przeciętny odbiorca rzeczywiście mógł uznać materiał za autentyczny.

Po trzecie, zasadne jest również pytanie, czy do kodeksu karnego powinna zostać wprowadzona definicja patostreamingu. Miałaby ona walor komunikacyjny i porządkujący: pokazywałaby obywatelom, organom ścigania i platformom, jakie zjawisko ustawodawca zamierza zwalczać. Z drugiej strony definicja zbyt szeroka mogłaby objąć legalne, choć kontrowersyjne treści, a taka za sztywna szybko przestałaby odpowiadać zmieniającym się formom komunikacji cyfrowej. Obecna technika legislacyjna – opis konkretnych zachowań karalnych zamiast używania nieostrego terminu „patostreaming” – ma zatem istotną zaletę z perspektywy zasady określoności prawa karnego. Lepszym kierunkiem niż tworzenie bardzo ogólnej definicji może być dalsze doprecyzowywanie znamion czynu w praktyce orzeczniczej oraz wydawanie klarownych wytycznych dla organów ścigania.

Nowy art. 255b k.k. nie jest regulacją idealną ani samowystarczalną. Będzie wymagał wyważonej wykładni, zwłaszcza w odniesieniu do pojęcia korzyści osobistej, rozpoznawalności treści pozorowanych oraz granic działalności informacyjnej i artystycznej. Nie usuwa też automatycznie materiałów z internetu ani nie zastępuje działań profilaktycznych. Mimo tych zastrzeżeń przyjęcie regulacji należy ocenić jako racjonalny i potrzebny krok w kierunku uszczelnienia ochrony prawnej. Ustawodawca dostrzegł, że patostreaming może być mechanizmem komercjalizacji krzywdy, a nie tylko kolejną odmianą internetowej kontrowersji. Ostateczna ocena nowelizacji będzie jednak możliwa dopiero po jej wejściu w życie i ukształtowaniu się praktyki prokuratorskiej oraz orzeczniczej. Warto zatem obserwować, czy przepis pozwoli skutecznie reagować na najbardziej szkodliwe transmisje, nie prowadząc zarazem do nieuzasadnionego ograniczenia rzetelnej działalności prasowej, edukacyjnej, naukowej i artystycznej.

Artykuł został opublikowany 5 sierpnia 2026 roku w dzienniku „Rzeczpospolita”.