Społeczności energetyczne mają umożliwiać mieszkańcom, samorządom, małym przedsiębiorcom i lokalnym instytucjom wspólne wytwarzanie oraz wykorzystywanie energii odnawialnej. W założeniu mają zwiększać lokalną niezależność energetyczną, obniżać koszty energii i ułatwiać korzystanie z OZE także tym podmiotom, które nie mogą samodzielnie inwestować we własne źródła energii.

W praktyce rozwój takich inicjatyw w Polsce nadal napotyka jednak liczne bariery. Problem nie polega przy tym na całkowitym braku przepisów. Polskie prawo przewiduje funkcjonowanie m.in. klastrów energii, spółdzielni energetycznych i obywatelskich społeczności energetycznych. Trudności pojawiają się przede wszystkim wtedy, gdy poszczególne regulacje trzeba zastosować łącznie.

Na ten problem zwraca uwagę Aleksander Gałuszka, prawnik DSK Kancelaria, komentując dla Prawo.pl skargę Fundacji ClientEarth do Komisji Europejskiej dotyczącą warunków funkcjonowania społeczności energetycznych w Polsce i na Węgrzech.

Przepisy istnieją, ale system nadal nie jest spójny

Jak wskazuje Aleksander Gałuszka, Polska formalnie stworzyła podstawy dla rozwoju energetyki obywatelskiej. Nie oznacza to jednak, że w praktyce powstał już spójny i przewidywalny mechanizm działania.

Przepisy dotyczące odnawialnych źródeł energii nakładają się bowiem na regulacje z innych obszarów. Znaczenie mają m.in. prawo zamówień publicznych, zasady przyłączania do sieci, przepisy dotyczące finansów publicznych, wymogi budowlane, reguły pomocy publicznej oraz praktyka rozliczeń.

Jak podkreśla Aleksander Gałuszka:

Przepisy dotyczące odnawialnych źródeł energii spotykają się z prawem zamówień publicznych, regulacją przyłączeń, zasadami finansów publicznych, wymogami budowlanymi, regułami pomocy publicznej oraz niedopracowaną praktyką rozliczeń. To właśnie na tych stykach powstają bariery, których nie widać w samej definicji społeczności energetycznej.

W konsekwencji samo stworzenie podstaw prawnych nie przesądza jeszcze o tym, czy dany model będzie rzeczywiście możliwy do zastosowania przez samorząd, przedsiębiorcę czy grupę mieszkańców.

Dlatego, jak zaznacza Aleksander Gałuszka, najważniejsze pytanie nie dotyczy już wyłącznie tego, czy polskie prawo przewiduje określone formy społeczności energetycznych.

Ważniejsze jest to, czy te konstrukcje pozwalają samorządom, przedsiębiorcom i gospodarstwom domowym rzeczywiście produkować, współdzielić i rozliczać energię bez ponoszenia nieproporcjonalnego ryzyka prawnego i finansowego.

Bariery powstają na styku różnych regulacji

Jednym z najważniejszych problemów jest brak pełnej spójności pomiędzy poszczególnymi regulacjami i praktyką ich stosowania.

Przykładowo ustawa o OZE może przyznawać społeczności energetycznej określone uprawnienia, ale możliwość ich wykorzystania może być ograniczana przez warunki sieciowe wynikające z Prawa energetycznego. Z kolei nawet jeśli przepisy przewidują określony model rozliczeń, w praktyce problemem może być dostęp do danych niezbędnych do ich zweryfikowania.

Szczególnie istotne trudności mogą pojawiać się po stronie samorządów. Lokalne wytwarzanie energii ma dla gmin wymiar nie tylko środowiskowy, ale także ekonomiczny. Może wpływać na koszty funkcjonowania urzędów, szkół, infrastruktury wodno-kanalizacyjnej czy oświetlenia publicznego.

Jednocześnie jednostka samorządu terytorialnego pozostaje związana przepisami dotyczącymi zamówień publicznych i finansów publicznych.

Aleksander Gałuszka wskazuje:

Ustawa o OZE może przyznawać społeczności określone uprawnienia, ale Prawo energetyczne ogranicza je przez warunki sieciowe. Prawo energetyczne może przewidywać model rozliczeń, ale w praktyce operator nie udostępnia danych w formie pozwalającej na ich weryfikację. Przepisy o klastrze mogą zachęcać do lokalnej współpracy, ale PZP nie daje gminie prostego i bezpiecznego mechanizmu zakupu energii od wybranego lokalnego uczestnika.

To pokazuje, że rozwój społeczności energetycznych wymaga nie tylko tworzenia kolejnych instrumentów prawnych, ale przede wszystkim zapewnienia ich wzajemnej spójności oraz możliwości praktycznego zastosowania.

Skarga do Komisji Europejskiej

Fundacja ClientEarth złożyła do Komisji Europejskiej skargę dotyczącą Polski i Węgier. Zdaniem organizacji oba państwa nie usunęły barier, które utrudniają obywatelom korzystanie z lokalnie wytwarzanej energii odnawialnej.

Jak wyjaśnia Aleksander Gałuszka, skargę należy rozumieć jako zawiadomienie Komisji Europejskiej o możliwym niewykonaniu przez państwo członkowskie zobowiązań wynikających z prawa Unii Europejskiej.

Skargi Fundacji należy w takim kontekście rozumieć jako zawiadomienie Komisji Europejskiej o możliwym niewykonaniu przez Polskę i Węgry zobowiązań wynikających z prawa Unii. Ich podstawę proceduralną stanowią art. 17 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej oraz art. 258–260 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, które upoważniają Komisję do zbadania czy państwo członkowskie prawidłowo realizuje obowiązki unijne, a w razie stwierdzenia uchybienia – do wszczęcia postępowania naruszeniowego, zakończonego ostatecznie skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Kluczowe znaczenie mają w tym kontekście art. 21 i 22 dyrektywy RED II, dotyczące aktywnego uczestnictwa odbiorców w wytwarzaniu i wykorzystywaniu energii odnawialnej oraz funkcjonowania odnawialnych społeczności energetycznych.

Ewentualne zastrzeżenia wobec Polski nie musiałyby więc dotyczyć całkowitego braku odpowiednich regulacji.

Jak podkreśla Aleksander Gałuszka:

Ewentualny zarzut nie musiałby więc dotyczyć całkowitego braku polskich przepisów, lecz ich niewystarczającej skuteczności – w szczególności istnienia nieuzasadnionych barier administracyjnych, sieciowych, finansowych lub rozliczeniowych, które powodują, że prawa przyznane przez RED II pozostają dla obywateli, samorządów i małych przedsiębiorców w znacznej mierze formalne.

RED II pozostaje punktem odniesienia, ale znaczenie ma również RED III

W dyskusji o społecznościach energetycznych podstawowym punktem odniesienia pozostaje dyrektywa RED II. To właśnie ona ustanowiła zasadnicze obowiązki państw członkowskich dotyczące prosumpcji i odnawialnych społeczności energetycznych.

Nie oznacza to jednak, że można pominąć późniejsze regulacje.

Jak wskazuje Aleksander, znaczenie ma również dyrektywa RED III, która rozszerza unijne ramy rozwoju OZE, m.in. w zakresie przyspieszenia postępowań dotyczących zezwoleń, planowania przestrzennego, obszarów przyspieszonego rozwoju OZE, repoweringu i infrastruktury sieciowej.

RED III nie zastępuje jednak obowiązków wynikających z RED II. Dla oceny tego, czy Polska wcześniej prawidłowo wdrożyła regulacje dotyczące społeczności energetycznych, podstawowym punktem odniesienia nadal pozostaje RED II.

Późniejsze wdrożenie RED III nie może być traktowane jako automatyczne, retroaktywne usunięcie ewentualnych wcześniejszych uchybień w implementacji RED II.

Co dalej ze społecznościami energetycznymi?

Rozwój energetyki obywatelskiej nie zależy wyłącznie od tego, czy odpowiednie konstrukcje prawne zostały wpisane do ustaw. Znaczenie ma przede wszystkim to, czy mogą być stosowane w praktyce bez nadmiernego ryzyka, kosztów i niepewności.

Dla samorządów, przedsiębiorców i mieszkańców kluczowe pozostają m.in. przejrzyste zasady przyłączeń, możliwość weryfikowania rozliczeń, dostęp do finansowania oraz spójność regulacji energetycznych z przepisami dotyczącymi zamówień publicznych, finansów publicznych i inwestycji.

Dopiero usunięcie barier na tych poziomach może sprawić, że społeczności energetyczne przestaną być rozwiązaniem istniejącym głównie w przepisach, a staną się realnym narzędziem lokalnej transformacji energetycznej.

Artykuł z komentarzem Aleksandra Gałuszki został opublikowany na Prawo.pl 10 sierpnia 2026 r.